Wacław Szewieliński Honorowy Obywatel Inowrocławia i żołnierz V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej przez szereg lat w Polsce Ludowej był szykanowany. Pozostał jednak wierny Ojczyźnie bez względu na wszystko. Po raz kolejny objął patronat honorowy nad Biegiem Wilczym Tropem w Inowrocławiu, a na koszulkach, które nosili uczestnicy imprezy widniały wizerunki żołnierzy AK z tej samej brygady.

Pochodzi Pan z Kresów. Jak to się stało, że trafił Pan na Kujawy i zamieszkał w Inowrocławiu?

Tak urodziłem się 1 grudnia 1920 roku na Wilenszczyźnie w zaścianku Wojckuny położonym w gminie Podbrodzie w powiecie święciańskim. Moi rodzice mieli gospodarstwo rolne. Piękne to były okolice. Przyszedłem na świat w wolnej i niepodległej Polsce. Na Kujawy, a ściślej do Inowrocławia trafiłem krótko po zakończeniu wojny, bo nigdzie nie mogłem znaleźć pracy. Dla Polaków to ja byłem Rusek i dopiero w Inowrocławiu zaproponowano mi posadę telegrafisty na PKP, a jak się okazało, że jestem budowlańcem, to skierowano mnie do budowy drogi.

Jak wyglądało Pana życie i jak Pan wspomina ten okres spędzony na Wilenszczyźnie?

Życie na Wileńszczyźnie miało wiele uroku. Otaczało nas całe bogactwo przyrody: lasy, strumyki, rzeczki i bajorka. Wiele czasu spędzaliśmy jako dzieci w lasach na beztroskich zabawach. We wsi Kościelniki ukończyłem czteroklasową szkołę podstawową. Na lekcje religii chodziłem do kościoła w Powiewiórce, w którym był ochrzczony marszałek Józef Piłsudski. Potem trafiłem do szkoły w Podbrodziu, gdzie chodziłem do końca szóstej klasy. Siódmą klasę kończyłem w Święcianach w szkole im. Józefa Piłsudskiego. Tam też zetknąłem się z harcerstwem. Moim drużynowym był Janek Krasicki, znany później jako działacz Związku Walki Młodych. Potem rozpocząłem naukę w Szkole Budowlanej w Święcianach. Jednak już wtedy ciągnęło mnie do wojska i chciałem wstąpić do saperów. Wojna te plany pokrzyżowała.

Zanim jednak przybył Pan do Inowrocławia przeszedł trudną drogę walki o wolność. Kiedy dla Pana zaczęła się wojna?

Dla mnie wojna zaczęła się, gdy Armia Czerwona wkroczyła do Święcian. Otrzymałem wezwanie na kurs przedpoborowych i zostałem skierowany do pracy jako sekretarz w gminie. Moi koledzy zostali wysłani do wojska w głąb ZSRR. Pomagałem Polakom i wielu rodaków udało mi się ostrzec przed wywózką na Syberię. Gdy wybuchła wojna rosyjsko – niemiecka musiałem uciekać, bo byłem urzędnikiem i wtedy zostałem gajowym. 11 listopada 1942 roku złożyłem przysięgę przed trójką Związku Walki Zbrojnej i byłem w konspiracji do 1943 roku. Nasza podziemna organizacja dołączyła do oddziału „Kmicica” czyli porucznika Andrzeja Burzyńskiego. Do dziś pamiętam, jakby to było wczoraj, jak składałem przysięgę patrząc na krzyż, w otoczeniu kolegów, z bronią u nogi i widziałem Polskę wolną i niepodległą. Za tę jedną chwilę oddałbym życie. I tak zostałem partyzantem oddziału Armii Krajowej. Obowiązywała nas twarda wojskowa dyscyplina i poszanowanie honoru żołnierskiego. Mieliśmy stanowić przecież przyszłą kadrę Wojska Polskiego. Szkoliliśmy się i przygotowywaliśmy zasadzki, prowadziliśmy drobne potyczki z Niemcami do czasu, aż zostaliśmy rozbrojeni przez partyzantów sowieckich. Osiemdziesięciu naszych partyzantów rozstrzelano, jednak my o tym nie wiedzieliśmy. Grupę liczącą 70 osób przydzielono do brygady Wandy Wasilewskiej. Uciekłem stamtąd do 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej pod wodzą Łupaszki, gdzie walczyłem aż do rozwiązania brygady.

Czy trudno było się Panu po wojnie odnaleźć w PRL-u?

Jak już wspominałem trafiłem po wojnie do Inowrocławia i rozpocząłem pracę na kolei, ale w marcu 1949 roku przeniesiono mnie do Torunia. Przeszedłem w czasach PRL-u wiele. Nękały mnie ciągłe kontrole UB, zostałem aresztowany w Bydgoszczy i siedziałem w więzieniu w Inowrocławiu. Kiedy mnie wypuszczono po interwencji prokuratora z PKP, co tydzień musiałem się meldować w UB. Odmówiono mi przydziału mieszkania służbowego. Te wszystkie szykany, to był efekt tego, że walczyłem w AK. W tym czasie pracowałem: odbudowywałem dworzec po wojnie, sanatoria w Inowrocławiu, Aleksandrowie i Ciechocinku. Ożeniłem się z Bronisławą Lachowską, jej ojciec był komendantem Sokoła i zginął w obozie. 7 grudnia 1946 roku zawarliśmy związek małżeński w USC w Inowrocławiu, a 26 grudnia wzięliśmy ślub kościelny w parafii. p.w. św. Barbary i Maurycego. Po ślubie też trafiłem do aresztu, a gdy go opuściłem nie wolno mi było opuszczać miasta bez zgłoszenia tego faktu w UB. Żona już nie żyje. Mam jedną córkę, która często mnie odwiedza. Druga córka zmarła w wieku 21 lat.

Pana losy szczegółowo opisał Edmund Mikołajczak w książce pt. Strzępy Wspomnień „Zawiszy”. Czas represji skończył się dla Pana z chwilą nastania wolnej Polski. Doceniono też Pana zasługi bo został Pan odznaczony w 1990 roku m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Czy dziś nie żałuje Pan drogi, jaką wybrał?

Ta książka jest dla mnie bardzo cenna. Wydanie wspomnień to zasługa wielu ludzi i jeszcze raz im za to bardzo dziękuję. A jeśli chodzi o moje życie, to wszystko, co przeżyłem i przecierpiałem traktuję jako spełnienie mojego obowiązku wobec Ojczyzny. Przytoczę moją życiową dewizę: Polsko, Ojczyzno miła! Bez względu na to, czy okażesz się matką czy macochą, służyć Ci będę. A jeśli przyjdzie taka chwila, że zażądasz życia mego, przyniosę Ci je w ofierze, gotowy na wszystko, Tak mi dopomóż Bóg! I dziękuję Bogu za to, jakie było moje życie i za wszystko, co mi przyniosło.


Czytaj koniecznie: W tabelkach „Orędownika” cała prawda o Inowrocławiu [historia Inowrocławia]

Zabił kolegę a jego ciało zakopał w ogródku, czerwona rzeka w Koszalinie a także kot pielęgniarz z Bydgoszczy - najważniejsze informacje ostatnich dni w magazynie „Info z Polski”.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!