Rozgrywający Asseco Gdynia z powodu kontuzji nie grał przez ponad 500 dni. Po powrocie na parkiet został najlepszym strzelcem ekstraklasy.

Zaplanował pan już tegoroczne wakacje?
Po części już tak. Ten sezon będzie pierwszym od lat, w którym tak szybko skończę grać, bo już w kwietniu. Wcześniej na tym etapie miałem przed sobą jeszcze fazę play off. A wracając do urlopu - rozmawialiśmy z żoną na ten temat i wstępnie ustaliliśmy, że w tym roku wybierzemy się w polskie góry.

Był pan kiedyś w Finlandii?
Nie, jeszcze nie (śmiech). Ale wiem, co pan ma na myśli. Ja, i myślę, że tak samo, jak każdy inny koszykarz w tym kraju, chciałby znaleźć się latem w Finlandii i bynajmniej nie w roli turysty.

W sierpniu w Finlandii, dokładnie w Helsinkach, reprezentacja Polski rozpocznie grę w fazie grupowej mistrzostw Europy. Dzwonił do pana Mike Tylor, trener kadry?
Nie miałem żadnego kontaktu z trenerem, ani z nikim ze sztabu. Ja ze swojej strony, o czym zresztą mówię przy każdej okazji, gdy jestem o to pytany i mogę powtórzyć to też i tym razem - w każdej chwili jestem gotowy do gry w reprezentacji. Kadra zawsze była dla mnie priorytetem.

Kiedy rozmawialiśmy rok temu, był pan po kontuzji, rehabilitacji i w trakcie swoich indywidualnych przygotowań do sezonu, który właśnie trwa. Patrząc na pana grę nie widać tej długiej przerwy, a przecież pomiędzy oficjalnymi meczami ekstraklasy wyniosła ona ponad 500 dni.
Czuję się bardzo dobrze. Po ostatniej kontuzji naderwania mięśnia czworogłowego nie ma kompletnie śladu. Z resztą też jest wszystko w porządku. Na zdrowie nie mogę narzekać. A to, że w tym sezonie nie mam problemów z urazami, to efekt dwóch rzeczy: tego, że naprawdę ciężko przepracowałem tamten okres oraz, że decyzja, by od razu nie wracać do gry krótko po wyleczeniu się, była po prostu słuszna i rozsądna.

Jeszcze nigdy wcześniej nie spędzał pan na parkiecie tylu minut - średnio 35, i nie zdobywał tak dużo punktów - śr. 18 w spotkaniu, to najlepszy wynik w ekstraklasie.
Taką dostałem rolę od trenera. Mam kreować grę, ale też dużo rzucać. Choć muszę przyznać, że nie do końca jestem zadowolony z liczby asyst, jakie dostarczam kolegom (śr. 5 na mecz - przyp. red). Mogłoby być ich więcej z mojej strony.

Ma pan 32 lata. Czuje pan, że znalazł się właśnie w życiowej formie?
Trudno mi to oceniać. Biorąc pod uwagę statystyki, to pod tym względem obecne rozgrywki faktycznie wyglądają najlepiej. Sam też dobrze czuję się na parkiecie. Ale przede wszystkim cieszę się, że po tak długiej przerwie, jaką miałem, mogę być silnym punktem zespołu. Dużo korzystam ze swojego doświadczenia. Wiem, w którym momencie muszę zagrać mocniej fizycznie, w którym niekoniecznie, bo wystarczy odpuścić i efekt będzie dobry. Z upływem lat więcej gra się głową.

Oprócz pana rekordowych średnich w rozgrywkach, na początku kwietnia w Toruniu wykręcił pan rekord tego sezonu ekstraklasy zdobywając 42 punkty w meczu.
Takie występy cieszą. Ale na tamten mecz trzeba spojrzeć też z innych stron. Zawsze ważniejsze od wszystkich indywidualnych wyników jest ten końcowy. A ten nie był dla nas korzystny. Stało się tak pomimo, że jeszcze na siedem sekund przed końcem prowadziliśmy pięcioma punktami. Co stało się później? Jeden błąd, zespół z Torunia doprowadził do dogrywki, którą kilka minut później wygrał.

Pan jest pozytywnie zaskoczony, że po tak długiej przerwie rozgrywa życiowy - na pewno pod kątem indywidualnych osiągnięć - sezon?
Za mną najdłuższa przerwa, odkąd zawodowo gram w koszykówkę. Zdawałem sobie sprawę, że okres rozbratu z koszykówką muszę przepracować najlepiej, jak tylko się da. I tak do tego podszedłem. Naprawdę, nie było mowy o odpuszczaniu. Jasne, może w pierwszym meczu po przerwie nie do końca czułem się pewnie i chyba było to widać. Zresztą spotkanie z pierwszej kolejki przeciwko Dąbrowie Górniczej było moim najsłabszym występem. Statystyki też to odzwierciedlają. Później złapałem pewność na parkiecie. I może nie jestem zaskoczony, ale na pewno zadowolony, że tak to wszystko się potoczyło.

Kto zostanie w tym sezonie mistrzem Polski koszykarzy?
Ten sezon już wiele razy pokazał, jak bardzo jest wyrównana stawka i jak może być nieprzewidywalnie. Są silne ekipy Stelmetu Zielona Góra, Anwilu Włocławek i Stali Ostrów Wielkopolski. Patrząc obiektywnie, największe szanse na wygraną ma zespół z Zielonej Góry. Choć jeszcze rok temu o ich przewadze nad innymi powiedziałbym, że jest dużo większa i widoczniejsza, niż obecnie. Gdybym jednak miał kierować się sercem, to jestem za Włocławkiem. To miasto i ten klub zasługują na mistrzostwo.


Zobacz także: Zenek Martyniuk zaśpiewał w Kruszwicy [zdjęcia]

Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz na koncercie w Żninie śpiewają piosenkę "O sercu szczerozłotym":


Urząd miasta

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!