Jak syn - prezes i ojciec – trener odbudowują Unię Janikowo [wideo]

Dariusz Knopik
Dariusz Knopik
Jakub Stykowski
Jakub Stykowski

Wideo

Zobacz galerię (82 zdjęcia)
Unia Janikowo zdobyła Totolotek Puchar Polski na szczeblu Kujawsko – Pomorskiego Związku Piłki Nożnej. Duża w tym zasługa Tomasza Polehojko i Artura Polehojko. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Pierwszy jest prezesem, drugi trenerem.

Piłka nożna w ich życiu obecna jest cały czas. Artur - pochodzi z Kielc. Przygodę z piłką zaczynał jako napastnik w tamtejszej Koronie. Potem grał w Sokole Nisko i Orle Rudnik. Przypadek zdecydował, że przeniósł się i został piłkarzem Unii.

- Był rok 1995, miałem 33 lata i chciałem kończyć grę w piłkę, by zacząć zarabiać pieniądze - wspomina. - Jednak działacze Unii namówili mnie na dalszą grę. Klub się rozwijał, ja się w nim dobrze czułem. Zrobiliśmy awanse, najpierw do czwartej, a potem do trzeciej ligi. Grało mi się tak dobrze, że jeszcze przez sześć lat byłem zawodnikiem Unii. W tym czasie zacząłem się kształcić w kierunku trenera - dodaje.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej był asystentem kilku szkoleniowców, potem sam prowadził klub z Janikowa. Kiedy się z nim rozstał był trenerem w Gople Kruszwica oraz w Cuiavii Inowrocław. Z oboma klubami robił awanse do IV ligi.

Tomek poszedł tropem ojca i także trenował futbol. Przez ponad rok był w akademii Korony, ale w wieku juniora zrozumiał, że wielkiej kariery nie zrobi i zdecydował się zająć biznesem. Poszedł też za głosem serca. Podczas studniówki poznał Nicole, pochodzącą z Berlina. Zakochał się i wyjechał za wybranką serca do Niemiec. Tam ożenił się i rozwinął biznes kuriersko -transportowy. Jednak o Unii nie zapomniał.

Unia w pierwszej dekadzie XXI wieku była czołowym klubem w K-P ZPN. Zespół regularnie grał w III lidze, a nawet wywalczył awans do ówczesnej II ligi, która wtedy była zapleczem najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednak przygoda trwała tylko sezon. Potem nastąpiła równia pochyła. Zespół seniorów spadał w kolejnych ligach. Po rundzie jesiennej sezonu 2012/13 drużyny zostały wycofane z rozgrywek i klub właściwie się rozpadł.

Wtedy do akcji wkroczyła grupa zapaleńców z Erykiem Woźniakiem i Dominikiem Jelonkiem, która postanowiła powołać nowy klub. Udało się i rozpoczęła się żmudna odbudowa stanu posiadania. Zespół seniorów zaczął od klasy B. Tworzono grupy naborowe i odbudowywano piramidę szkoleniową. Zaczęto w sumie od siedmiu drużyn. W ciągu trzech sezonów Unia zanotowała trzy awanse.
W tym pierwszym okresie dużo pomógł Tomasz Ciesielski. Ten wychowanek Unii z Polonią Warszawa wywalczył mistrzostwo Polski, był bardzo solidnym obrońcą, który zadebiutował w reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery sportowej był w Unii nieformalnym dyrektorem sportowym.

Żeby klub się rozwijał potrzebny był nowy impuls. Głównie w sferze organizacyjno - finansowej. - Zadzwonił do mnie Dominik Jelonek i spytał czy bym nie pomógł w pracy dla Unii - wspomina Tomasz. - Chwilę się zastanowiłem i powiedziałem: tak. Przecież kolegom się nie odmawia, a na dodatek chodziło o Unię - dodaje.

- To był rok 2017 - mówi Eryk Woźniak. - Zrezygnował prezes Marcin Reczkowski. Zastąpiłem go. W tym samym czasie Tomek włączył się w prace zarządu klubu. Wywalczyliśmy awans do czwartej ligi, ale źle nam szło w rozgrywkach. Wtedy na ratunek poprosiliśmy Artura, by uratować Unię przed spadkiem. To się udało. Nowym trenerem został Remigiusz Kuś, ale znowu nie było tak jak się spodziewaliśmy. Na początku 2019 roku Tomek został nowym prezesem, ja zaangażowałem się w codzienną pracę klubu i zostałem kierownikiem pierwszego zespołu - dodaje.

- Nie szło nam w lidze i zastanawiałem się co zrobić - wyjaśnia Tomasz. - Zdecydowałem, że tata musi zostać trenerem Unii. Powiedziałem mu o tym i dodałem, że nie widzę nikogo innego na tej funkcji - dopowiada.

- Zgodziłem się, bo jaki miałem inny wybór - śmieje się Artur. - Przecież nie odmówię synowi, a Unia też jest w moim sercu - wyjaśnia.

Unia pod jego wodzą była rewelacją rundy wiosennej i w czerwcu 2019 roku wszyscy cieszyli się z awansu do III ligi. To nie był koniec, bo jesienią - jako beniaminek - janikowianie świetnie spisywali się w na trzecim froncie. Imponowali grą w ofensywie. Uplasowali się na wysokim piątym miejscu.

Jednocześnie unici świetnie spisywali się w Totolotek Pucharze Polski na szczeblu K-P ZPN. Z kwitkiem odprawiali kolejnych rywali, dochodząc do finału, w którym mierzyli się z Zawiszą Bydgoszcz.

Ten finał przeszedł do historii. Janikowianie prowadzili już 2:0 po bramkach Adama Koniecznego i grali z przewagą jednego zawodnika. Jednak dali sobie wbić dwa gole i doszło do dogrywki. W niej stracili trzecią bramkę, ale się nie poddali. Do remisu doprowadził kapitan Przemysław Kędziora. Doszło do serii rzutów karnych. Dwie jedenastki obronił Gracjan Fabiszewski, a gola na wagę triumfu strzelił Kędziora.

- Cieszymy się bardzo, bo chcieliśmy się przypomnieć w Polsce, że jest taki klub jak Unia Janikowo - podkreślił Artur. - Finał był dramatyczny z wieloma zmianami akcji. Ktoś o słabszych nerwach mógłby nie wytrzymać. Skończyło się się szczęśliwie, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie powinniśmy dopuścić do takiej sytuacji i już do przerwy dobić rywala - uważa trener Unii.
Prezes Unii nerwowo nie wytrzymywał i na dogrywkę przeniósł się na ławkę rezerwowych. - Musiałem im powiedzieć kilka słów i przekazać parę uwag - śmieje się. - A już na poważnie, to lubię oglądać stamtąd mecze. To są inne emocje niż na trybunach. Poza tym cały czas jest we mnie cząstka piłkarza - dopowiada.

Janikowianie za triumf w rozgrywkach otrzymali 40 tysięcy złotych od PZPN oraz dresy i stroje sportowe warte 3,5 tysiąca złotych ufundowane przez Urząd Marszałkowski, który objął patronat honorowy nad finałem.

Warto podkreślić też rolę władz miasta z burmistrzem Andrzejem Brzezińskim, które przychylnie patrzą na Unię i starają się pomagać klubowi w każdej sprawie. Sam burmistrz jest wielkim pasjonatem futbolu i stara się być na każdym meczu w Janikowie, a niekiedy też jeździ na spotkania wyjazdowe.

Przy takim poparciu powrót Unii na szczebel centralny czyli przynajmniej do II ligi wydaje się być kwestią czasu.

Jak na razie janikowianie robią furorę w Fortuna Pucharze Polskim, bo w pierwszej rundzie pokonali pierwszoligowe Zagłębie Sosnowiec 1:0. Gola strzelił Damian Garstka. Teraz wszyscy czekają na kolejnego rywala. Po cichu marzą o zespole z Ekstraklasy.

Materiał oryginalny: Jak syn - prezes i ojciec – trener odbudowują Unię Janikowo [wideo] - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3